
Hi.
Tu Jowi. Melduję, że wczorajsza grupowa wycieczka w składzie: Neko, Jowi, Saru + dwóch osobników płci popularnie zwanej brzydką - Bartek i Comek - zakończona sukcesem.
Pierwotny cel: Leśny Dworek. Jako że zachmurzenie groziło wyładowaniami elektrycznymi [tzw. pioruny, czyli ogólnie - burzą] oraz deszczem, który nie zawiódł i spadł, nie wiedzieliśmy co robić.
Ostateczni wsiedliśmy do pierwszego autobusu, który nadjechał, i wysiedliśmy na trzecim przystanku w Bwie, gdzie ja zarządziłam wysiadkę, chociaż Comek buntował się, aby jechać dalej.
Próbowaliśmy przeczekać deszcz w Intermarche, ale po zakupieniu ciastek i czekolady opuściliśmy to okropne miejsce. Wyruszyliśmy za przewodnictwem dziewczyn na pierwszą górkę w zasięgu wzroku.
Kiedy tylko oddałyśmy prowadzenie chłopakom, od razu trafiliśmy w chaszcze i trzeba było się wracać. Potem dotarliśmy gdzieś i znowu błądziliśmy [Tomek-przewodnik.] Na koniec trzeba bylo czarnym szlakiem dotrzeć na szczyt. Wspieliśmy się na wieżę widokową, podziwialiśmy Sowy spowite chmurami i upamiętniliśmy to na zdjęciach niezawodnym telefonem. Próbowaliśmy wyreżyserować Titanica, ale Tomek uparcie nie chciał zagrać swej roli tak, jak należy ;]
Na koniec znowu jakimiś chaszczami na przełaj wracaliśmy do Bwy, po drodze rzucając się rzepami. Mega wycieczka.
Podsumowując:
deszcz + chaszcze + czarny szlak - byle do celu!