Hi. Święta, święta, po świętach. Chemia, chemia, po chemii. Bolało, ale zaliczone. Letnie semestry są zdecydowanie przyjemniejsze. Pół semestru laborki, 3/4 semestru inne laborki - a to w sumie 2 zajęcia z głowy bez sesji. No, inne laborki co 2 tyg i też koniec na początku maja, więc w zasadzie maj totalnie luuuuźny. Ale co wypłakałam przez początek semestru to moje ;]
Kolokwia tego-semestralne do przodu. Nie napisałam tak, jakbym chciała, ale i tak zaliczone ;] Na przyszłość wiele planów, astronomia od października, a w wakacje praca w labie jakimś z Amerykanami. Omg. Nie umiem ang ani zachowywać się w lab, ale to okazja do nowej przygody. I wiele innych wydarzeń, wiele innych sytuacji, które tworzą moje życie, a o których nie chce mi się wspominać.
Ponadto żyję i kocham Roy'a z Kamelotu <3
Za tydzień wyjazd w góry z ekipą Ddz - w tym Saru i Neko. Może się zmotywują i coś skrobną [w sensie bardziej prawdopodobne u Saru, bo Neko tu mało istnieje ;D] A teraz [nowe] święta, święta... przed świętami. Więc Wesołych Kurczaków i Mokrych Jajek.
Ps. Saru się przeprowadziła do Legnicy, może coś wspomni, kiedy znajdzie czas na zajrzenie tu.
Hi. Więc się zmotywowałam do napisania. Czy moje życie jest ciekawsze od Saruwatari? Wątpliwe. Na pewno zapracowane. Ostatnio ogranicza się do wielu dziwnych doświadczeń na laborkach i przygotowaniach do kolokwiów. Sesja wygląda przerażająco na dodatek. Tymczasem jeszcze teraz wszystkie kolokwia do przodu. A nawet lepiej, dostałam stypendium ;]
Poza tym wybieram się na zakupy prezentów świątecznych i wybrać się nie mogę, brakuje czasu. Tydzień powinien mieć o jeden dzień więcej, a doba trwać godzinę dłużej. Nie mogę się świąt doczekać mimo że prawdopodobnie spędzę je z książkami.
Chcę wakacje. Komu przeszkadzało to, że było ciepło, dzień był długi i było dużo wolnego czasu?...
To na dzisiaj tyle. Więcej może w okolicach świąt, może nie. Zobaczymy jak będzie z brakującym czasem...
Ha! Ania pisze! Postanowiłam w końcu coś tutaj wykminić, bo dziewczyny coś się nie kwapią.
Cóż, co tam u mnie... A nico. Siedzę sobie w domu i korzystam z długiego weekendu :3 Właściwie to siedzę i oglądam dramy i inne głupoty w internecie, zamiast się uczyć do przyszłych kolokwiów, które mnie czekają w ciągu następnych trzech tygodni. Jak zwykle wszyscy profesorowie musieli się obudzić na jeden moment. Do tego dochodzi egzamin z prawa jazdy, więc i jakieś jazdy muszę sobie wziąć… x.X Kiedy ja znajdę na to czas? Nie wiem. Naprawdę nie wiem x.x
Oprócz testów i teścików, Ania zakochała się w kolejnej dramie *-* "내 여자친구는 구미호"~ Jest cudowna! Mogłabym ją jeszcze raz teraz obejrzeć, ale kurcze - nie ma czasu >.< Ale kiedyś na pewno jeszcze do niej wrócę :3
Właściwie to nie mam nic ciekawego do napisania. Dodaję tą notkę tylko po to, aby zmusić może dziewczyny jakoś do wchodzenia tutaj i pisania czegoś od czasu do czasu xD One mają ciekawsze życie od mojego i w ogóle~
Tak sobie siedzę i zastanawiam się, co mam ze sobą zrobić (w którejś karcie buforuje się kolejny odcinek "Skins", a w kolejnej włączyła się muzyczka z reklamy - sama nie wiem, w której, więc nawet nie szukam). Ogólnie od jakiegoś czasu siedzę i gapię się w sufit. Kto by pomyślał, że wakacje mogą być ZA długie. Cóż, w każdym razie niedługo się skończą i pewnie za jakiś miesiąc zacznę znowu narzekać, że "Czemu nie ma wolnego jakiegoś? Głupie studia!", czy coś w ten deseń. No i wracając do głównego wątku to właśnie z tej nudy przypomniałam sobie o blogu *gratulacje*.
EDIT 25.09.2011r. *Tutaj była część notki tak ckliwa i radosna, że aż teraz - nieprawdziwa. Nie żebym jakoś nie spodziewała się tego, no ale. Nieważne?* W każdym razie - pisałam coś o wolnym od facetów. Faceci chyba nagle stwierdzili, że sama nie sprostam temu wyzwaniu i sami postanowili zrobić sobie przerwę ode mnie. Naturalnie jest mi z tego powodu strasznie wszystko jedno. I wcale nie jest mi przykro. I wcale nie płaczę. Wcale.
Saruwatari
P.s. Tak dla wymyślenia odpowiedniej bajki z Księciemw lśniącej zbroi w roli głównej...
Temat: Lost In Time. - dnia 8 sierpnia 2011 [poniedziałek], o 11:28
Hi. Tu Jowi. Melduję, że wczorajsza grupowa wycieczka w składzie: Neko, Jowi, Saru + dwóch osobników płci popularnie zwanej brzydką - Bartek i Comek - zakończona sukcesem. Pierwotny cel: Leśny Dworek. Jako że zachmurzenie groziło wyładowaniami elektrycznymi [tzw. pioruny, czyli ogólnie - burzą] oraz deszczem, który nie zawiódł i spadł, nie wiedzieliśmy co robić. Ostateczni wsiedliśmy do pierwszego autobusu, który nadjechał, i wysiedliśmy na trzecim przystanku w Bwie, gdzie ja zarządziłam wysiadkę, chociaż Comek buntował się, aby jechać dalej. Próbowaliśmy przeczekać deszcz w Intermarche, ale po zakupieniu ciastek i czekolady opuściliśmy to okropne miejsce. Wyruszyliśmy za przewodnictwem dziewczyn na pierwszą górkę w zasięgu wzroku. Kiedy tylko oddałyśmy prowadzenie chłopakom, od razu trafiliśmy w chaszcze i trzeba było się wracać. Potem dotarliśmy gdzieś i znowu błądziliśmy [Tomek-przewodnik.] Na koniec trzeba bylo czarnym szlakiem dotrzeć na szczyt. Wspieliśmy się na wieżę widokową, podziwialiśmy Sowy spowite chmurami i upamiętniliśmy to na zdjęciach niezawodnym telefonem. Próbowaliśmy wyreżyserować Titanica, ale Tomek uparcie nie chciał zagrać swej roli tak, jak należy ;] Na koniec znowu jakimiś chaszczami na przełaj wracaliśmy do Bwy, po drodze rzucając się rzepami. Mega wycieczka. Podsumowując: deszcz + chaszcze + czarny szlak - byle do celu!